Skąd wzięło się Storyhoods?

Powiem Wam. Z najbardziej oczywistej ze spraw – z potrzeby. Nazywam się Zuza i w 2018 roku moimi głównymi zainteresowaniami i sposobami dorabiania jako studentka było szycie i jazda na snowboardzie oraz nartach. Zaczęłam uczyć się szyć, gdy wyjechałam na długie wakacje do cioci na Florydzie, po zawaleniu roku w klasie maturalnej. Wyjazd na wakacje to trochę za dużo powiedziane, bo w Stanach każdy kto skończył 16 lat powinien mieć pracę wakacyjną, a moja ciocia prowadziła (i dalej prowadzi) biznes związany z haftem komputerowym i poprawkami krawieckimi. Moim zadaniem było pomaganie w sklepie i robienie drobnych poprawek krawieckich, co robiłam pierwszy raz w życiu. Naprawdę nie sądziłam, że to jest ten moment, kiedy znalazłam element życiowej układanki, coś co wpłynie wszystkie moje dalsze wybory. 

Gdy wróciłam do Polski, założyłam fanpage na facebooku o nazwie „Monograms by Zu”, mocno nawiązujący do biznesu cioci, który nazywa się „Monogrmas by Liz”. Tak zaczęło się szycie, najpierw dla siebie, a potem dla przyjaciół i znajomych. Gdy zobaczyłam, jakie możliwości sprawcze daje maszyna do szycia, nie mogłam się od niej oderwać. W sumie od tamtego czasu uszyłam niemal wszystko, lepiej lub gorzej, od koronkowych majtek, teatralnej kryzy po obicia foteli i kanap. 

A jak było ze sportami zimowymi? 

Tu całkiem prosto, bo moja mama, z którą siedzimy biurko w biurko w biurze Storyhoods, była instruktorem narciarstwa i cała nasza rodzina musiała jeździć na nartach, a potem choćby spróbować jazdy na snowboardzie. Zawsze staram się jakoś wykorzystać już nabyte umiejętności, więc oczywiste mi się wydało, że szukając dorywczej pracy na studiach, powinnam zrobić kursy i spróbować swoich sił jako instruktor nart i snowboardu. Całkiem nieźle idzie mi nauczanie, bo wciąż nie spotkałam bardziej opornego kursanta niż ja sama. Zapytajcie moją mamę, mówi, że to była droga przez mękę :)

Przechodząc do sedna, w tym 2018 roku, będąc na wyjeździe w Val Thorens, zmarzłam tak jak nigdy w życiu, dostałam zapalenia ucha, a na twarzy miałam ślady od zamarzniętej maski. Nigdy tak bardzo śnieg nie sypał mi się za kołnierz, a kaptur kurtki tak bardzo nie pasował, gdy się go zakładało na kask. To była pierwsza potrzeba. Po powrocie do domu narysowałam i uszyłam pierwszy kaptur. Był ogromny w porównaniu do tych, które są obecnie w sprzedaży, ale to był pierwszy krok w stronę Storyhoods. 

Od tamtego czasu powstały kaptury męskiekaptury damskie, mini kapturki dla dzieci, z różnych materiałów i w różnych kolorach. Od początku kaptury były szyte z dzianiny, bo główny zamysł był taki, aby się rozciągały i pasowały na kaski. Chodziło o to, aby mając założony kaptur na kask, można było swobodnie poruszać głową i aby nie ograniczał pola widzenia. Później okazało się, że fajnie byłoby z nich także korzystać w mniej sportowych stylizacjach i kaptury zaczęły być dwustronne. Z jednej strony kolorowy wzór, z drugiej jednolity, stonowany kolor, pasujący do miejskiej stylizacji. Jako posiadaczka bardzo kręconych włosów i zawzięta przeciwniczka czapek, pokochałam kaptury w mieście i zaczęłam zwracać uwagę zamawiającym, że to dwustronny kaptur, który można nosić nie tylko na stoku. Kaptury są na tyle uniwersalnym okryciem, że robią za czapkę i szalik jednocześnie. Wciąż znajdujemy im nowe zastosowania, a ja czekam, aż będzie chwila, żeby uszyć elegancki wełniany kaptur, bo teraz taki mi się marzy. Na razie wiemy, że kaptury są niezbędne na żaglach – jak nic pięknie trzymają czapkę z daszkiem i chronią uszy i szyję. Docenili je także wędkarze, psiarze, osoby uprawiające jeździectwo, motocykliści, kolarze oraz każdy, kto podczas codziennej aktywności lub pracy kiedyś zmarzł. 

Kolejnym punktem zwrotnym było uszycie pierwszej kurtki zimowej. Jako instruktor zdążyłam przetestować wiele kurtek. Ostatecznie na każdy wyjazd zimowy, czasem kilkutygodniowy jechałam obładowana ciuchami, żeby być gotową na każdą pogodę. Nie miałam jednaj uniwersalnej kurtki, pod którą mogłabym zmieniać tylko warstwy – tak jak to robiłam ze spodniami narciarskimi. Swoją kurtkę zaprojektowałam tak, żeby nie krępowała ruchów, nawet jeśli pod nią założę grubą kurtkę puchową i bluzę. Miałam szczęście, że od razu udało mi się trafić na świetny materiał softshellowy, który nie przesiąka, nawet po kilku godzinach jazdy w deszczu i nie przepuszcza wiatru. W swojej nowej kurtce snowboardowej przetrwałam kolejną najgorszą pogodę na stoku w swoim życiu. Wiatr prawie przewracał ludzi, ale mając odpowiednie warstwy pod kurtką, nie było mi zimno nawet przez chwilę, a jednego dnia obsługiwałam slalom narciarski, więc stałam parę godzin w miejscu. Dodatkowo, po skończonym sezonie zimowym, okazało się, że moja kurtka może być też idealną kurtką wiosenną i jesienną. Sprawdziłam ją z ekipą bliskich mi i bardzo szczerych testerów na żaglach, w mieście, jeżdżąc na longboardach i rolkach, uprawiając mnóstwo innych aktywności sportowych, upewniłam się, że to ta jedyna. Teraz prezentuję je w sklepie, w kilku rozmiarach i kolorach, te jedyne kurtki, zimowe, jesienne, letnie, jakie chcecie i gdzie chcecie. Ja z pewnością już się z nimi nie rozstanę, tylko wciąż nie mogę zdecydować, który kolor, jest moim ulubionym. Z każdym nowym wzorem zmieniam zdanie.

Do tej pory, kaptury i kurtki były pasją i hobby. Sporo ich poszło w świat, ale było to wciąż przy okazji pracy w branży turystycznej. Teraz postanowiłam wraz ze wspierającymi mnie ludźmi, przekuć pasję w pełnoetatową pracę. Moje marzenie częściowo się spełniło, z „Monograms by Zu” powstało Storyhoods, mała polska marka modowa dla ludzi aktywnych. Kolejnym marzeniem jest rozwój tego „dziecka” w jak najlepszym kierunku i mam nadzieję, że praca, jaką w to wkładam nie pójdzie na marne.